good girl bad girl Untitled Document


good girl bad girl

Ines. 20. Poland.

Pamiętam, że gdy zaczynał się rok 2014 zapytałam siebie samą czego oczekuję od tego roku. Odpowiedź była prosta i banalna, jedyne czego chciałam to szczęście, choć odrobina niemal zapomnianego przeze mnie już szczęścia. Nie lubię się użalać, ale życie nie obdarowywało mnie nim zbyt często, więc zapomniałam już niemal czym owe szczęście jest. Mimo wszystko starałam się, by to życie jakoś wyglądało, wydawało mi się nawet, że robię wszystko, by było choć odrobinę lepiej… Nic bardziej mylnego. Byłam na idealnej drodze do zgubienia. Tak pięknie nieświadoma, błądziłam gdzieś szukając i wybierając to, co jest mi zupełnie niepotrzebne. I jako wyjątkowo ciężki przypadek, wcale nie uczyłam się na swoich błędach, popełniałam je wciąż i wciąż… I pewnie byłoby tak do teraz… Mieliście kiedyś tak, że szukaliście jakiejś rzeczy, a nieświadomie trzymaliście ją w ręce? Właśnie takim ślepym szukaniem i pogonią za czymś, co mam pod ręką/w ręce było całe moje dotychczasowe życie… I nagle całe życie stanęło do góry nogami. Albo nie, wtedy życie stanęło tak, jak powinno, to wcześniej stało do góry nogami. A do czego zmierzam, po co to piszę? To chyba moje podziękowanie, podziękowanie dla losu, dla życia, dla Boga, jeśli gdzieś tam naprawdę jest, dla mnie samej i dla osoby, która skierowała moje życie na odpowiednią drogę, dla osoby, która uwierzyła we mnie i dała mi wszystko, czego potrzebowałam i nie miałam jeszcze nigdy wcześniej, dla osoby, którą po prostu kocham. Jeśli ktoś powiedziałby mi kiedyś o tym, co się wydarzy, pewnie skwitowałabym to tylko głupim śmiechem, bo nigdy nie wierzyłam w takie historie. Typowo filmowe opowieści z pięknym zakończeniem. Nie wierzyłam, aż do momentu, gdy spotkało mnie to osobiście… 

Był tu cały czas, był obok, czasem bardziej ważny, czasem mniej. Był pod ręką… A ja cały czas błądziłam, szukałam czegoś daleko, utrudniając sobie całą drogę. Gubiłam się, traciłam nadzieję, znikałam. Byłam wyjątkowo odporna na wszelkie znaki, byłam wyjątkowo ślepa i nie bojąc się użyć tego słowa: byłam GŁUPIA. Znał mnie jak nikt inny, wiedział wszystko, był zawsze, pocieszał, uspokajał, śmiał się ze mną, płakał, pokazywał, że jestem ważna.  A ja? Wciąż byłam gdzieś daleko, byłam nieobecna. I wolę nie wiedzieć, co byłoby ze mną teraz, gdybym pewnego letniego dnia w końcu nie otworzyła oczu. Gdybym nie zorientowała się, że to czego szukam, mam zaraz obok siebie, na wyciągnięcie ręki… Mam moje szczęście. 

Po dwudziestu latach mojego życia mogę w końcu z czystym sumieniem powiedzieć, że: JESTEM SZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM. I piszę to z szerokim uśmiechem na twarzy, piszę to ze łzami z radości w oczach, piszę to czując ciepło w sercu. A co jest jeszcze cudowniejsze od szczęścia? Cudowniejsze jest to, gdy Twoje szczęście może Cię przytulić, pocałować, gdy możesz je dotknąć. 

Ja każdego dnia zmieniam się na lepsze, każdego dnia uczę się więcej, każdego dnia uczę się żyć. Mam świadomość, że gdyby nie On wciąż stałabym w miejscu, albo nawet cofałabym się. Mam świadomość, że gdyby nie On, nie poradziłabym sobie z najmniejszą rzeczą, błahostką. Mam świadomość, że gdyby nie On mojego szczęścia by nie było. Bo to On jest tym szczęściem, bo to On je powoduje, wnosi do mojego życia, obdarowuje mnie nim. On jest powodem każdego mojego uśmiechu, to przez Niego płaczę ze szczęścia, to przez Niego na nowo wierzę w siebie, to przez Niego widzę sens w tym co robię, to przez Niego mam siłę i motywację… A raczej to dzięki Niemu. Dzięki Niemu wciąż tu jestem.

Theme